BARI, ARBELOBELLO, CAPRI, WYBRZEŻE AMALFI…

  • test :

Kolebka turystyki

Włochy uważam za kraj o jednych z najwyższych walorach turystycznych. To niesamowicie gęste skupienie zróżnicowanych okoliczności przyrodniczych, kulturowych, historycznych i architektonicznych na stosunkowo małym obszarze świata. To miejsce gdzie góry, morza, jeziora, rzeki czy doliny zmieniają krajobraz nie do poznania, wielokrotnie i to bez opuszczania granic jednego europejskiego państwa średniej wielkości. To państwo o niezwykle długiej i zróżnicowanej linii brzegowej obfitujące w wyspy o zróżnicowanym ukształtowaniu i wielkościach. Włochy mają to do siebie, że wciągają turystę w swój unikalny lifestyle. W zależności od regionu nie sposób odmówić sobie doskonałej pizzy, focaccii, czy spaghetti. Danie oczywiście wypada popić wykwintnym winem a deser osłodzić sobie tradycyjnym tiramisu. O każdej porze warto zainteresować się małą, mocną kawą espresso i poczuć unikalny klimat dolce vita. 

Na początek zaznaczę, że przed omawianą wycieczką mieliśmy już okazję być we Włoszech odwiedzając między innymi Mediolan, Wenecję czy Neapol. Z wyjątkiem tego ostatniego południe było dla nas jeszcze czystą podróżniczą kartą gotową do zapisania nowymi wspomnieniami. Plan zakładał połączenie zwiedzenia zarówno wybranych miejscowości wschodniego jak i zachodniego wybrzeża. Destynacją początkową było Bari, które okazało się być bardzo dobrą bazą wypadową do zwiedzenia okolicznych miasteczek. Zdecydowaliśmy się na nocleg w Bari a zwiedzanie chcieliśmy realizować za pomocą transportu publicznego. Każdemu jednak polecam na rozważanie wypożyczenia własnego środka lokomocji. Najlepiej sprawdzą się tu małe samochody pozwalające na sprawne przemieszczanie ciasnymi, krętymi uliczkami lub motocykle choć te drugie rekomendowałbym osobom doświadczonym w ich prowadzeniu, gdyż zasady ruchu drogowego w niektórych częściach Włoch są mocno umowne i stanowią część folkloru kulturalnego. W klimat małych urokliwych miasteczek w mojej wyobraźni świetnie wpasowuje się Fiat 500 lub Alfa Romeo Gulietta. Dla fanów dwóch kółek włoski styl zapewni czerwony lub beżowy skuter Vespa. Dystans jaki warto przemierzyć by odwiedzić większość polecanych miejscowości to około trzysta, czterysta kilometrów. Dystans ten warto rozłożyć na minimum trzy dni. Nasz nocleg zarezerwowaliśmy w kamienicy częściowo przeobrażonej na kameralne apartamenty i znajdującej się w pobliżu stacji kolejowej. To właśnie nią dostaliśmy się do miasta w drodze z lotniska. Pierwszy dzień a tak właściwie wieczór jaki nam pozostał przeznaczyliśmy na nocne zwiedzanie miasta. Skorzystaliśmy z oferty jednej z najsłynniejszej piekarni Focaccii we włoszech i nie żałowaliśmy tej decyzji. Wypiek świeżo wyszedł z pieca i wniósł powiew świeżości względem tradycyjnych pizz. Pojęcie Focaccii w różnych częściach włoch będzie rozumiane inaczej ale wierzę, że jej forma znana z Bari jest tym właściwym bo to właśnie stąd pochodzi ta forma wypieku. A jest to dość gruby, treściwy drożdżowy placek o miękkiej i puszystej strukturze z zatopionymi włoskimi dodatkami najczęściej oliwkami lub dobrym serem. Tego wieczora kontynuowaliśmy nasz spacer wąskimi uliczkami starego miasta bogatego w zabytki i jednolitego w stylu z poszanowaniem historycznych walorów zabytkowych. Światła nocnej starówki przyjemnie odbijały się w wodach otaczającego morza gdyż jest ona położona bezpośrednio na wybrzeżu. Miasto Bari nocą zyskuje. Okazało się to następnego dnia, gdy mieliśmy szansę poznać je po wschodzie słońca. Niestety problem z jakim należy się pogodzić to zaniedbanie stanu budynków i wyeksponowanie problemu bezdomności. Bari sprawia wrażenie miasta starego i z wyjątkiem starówki niestety ale słabo utrzymanego. Odpłaca jednak rejon Giardini di Piazza Umberto I gdzie życie tętni i można poczuć klimat włoskiego deptaku. Miasto to warto traktować głównie jako bazę wypadową bo polecane miejsca do zobaczenia w Apulii znajdują się w innych, mniejszych miejscowościach. 

Następnego dnia z samego rana postanowiliśmy rozpocząć ich eksplorację. Jako transport postanowiliśmy wykorzystać pociągi i ruszyliśmy w stronę Arbelobello czyli miejscowości słynącej z tradycyjnych domków Truli. Ten regionalny rodzaj budownictwa miał mieć cechy obiektów tymczasowych ale ich historia trwa do dziś. Budynków jest niezliczona ilość i tworzą całą miejscowość. Obecnie są użytkowane jako budynki usługowe, hotelowe lub restauracyjne, ale można jeszcze napotkać takie, które wciąż pełnią funkcję mieszkalną. To miejsce jest zdecydowanie tym, które warto odwiedzić. Polecam zarezerwować sobie nie mniej niż dwie godziny by móc przespacerować wąskie uliczki Arbelobello i poczuć unikalny klimat jaki tu panuje. Polecam także zwiedzać także wnętrza tych domków które są otwarte dla zwiedzających by dostrzec szczegóły konstrukcji stożkowych budowli z kamienia.

Arbelobello jest miejscowością na szlaku prowadzącym do kolejnych urokliwych miasteczek. My jako następną destynację wybraliśmy pobliskie Locorotondo, do którego można dostać się autobusem. Centralny zabytkowy plac położony jest na lokalnym wzniesieniu skąd rozpościera się widok na podmiejski krajobraz. Historyczne miasto zbudowane na planie rotundy to miejsce gdzie każde zdjęcie wychodzi jak najlepsza pocztówka. Nie potrzeba wielkiego talentu fotograficznego by wyjechać stamtąd z klimatycznymi ujęciami ciasnych, kameralnych uliczek. Wszystko w gwarze kawiarni i małych restauracji we włoskim stylu. Duże prawdopodobieństwo, że artystyczne obrazy włoskich uliczek sprzedawane w całych włoszech i reprodukcje sprzedawane na potrzeby aranżacji wnętrz inspirowane były właśnie tym miejscem. Plac jest niewielki i można go obejść w całości poświęcając jedynie pół godziny, ale polecamy zarezerwować sobie więcej czasu, bo te uliczki wciągają i przenoszą w moment do innego świata. 

Na południe od Bari położona jest miejscowość Matera. Słynie z krajobrazu wręcz wyjętego z biblijnych opowieści. Architektura miasta została tam zachowana w historycznym stanie. W związku z tym była ona wybierana jako plan filmowy między innymi Pasji Mela Gibsona ale większą popularność zyskała pojawiając się w jednym z filmów Jamesa Bonda w słynnej scenie gdzie tytułowy bohater używa w widowiskowy sposób swojego zmodyfikowanego i uzbrojonego samochodu jako broni w walce z przeciwnikami. Niestety do tej miejscowości z uwagi na niedostateczną ilość czasu nie udało nam się dojechać. Może to dobrze – będzie powód by tam wrócić.

Z Locorotondo wybraliśmy się do Monopoli zobaczyć słynne niebieskie łódki rybackie dryfujące w porcie. Okolice portu położonego w dzielnicy starego miasta składają się z budynków w jednolitym piaskowym kolorze. Monopoli to miejsce gdzie zatrzymuje się na nocleg duża część turystów przylatujących do Bari. Kameralne uliczki i klimatyczne wieczorne oświetlenie buduje wrażenie romantycznego miasteczka. W Monopoli polecam najbardziej spacery nadmorską ścieżką wśród zabytkowych budowli, wąskich promenad i nadmorskich widoków. 

W drodze powrotnej czekał na nas jeszcze jeden przystanek na trasie pociągu jakim jechaliśmy – Polignano a Mare. To zdecydowanie nasz numer jeden w całej wyprawie na wschodnie wybrzeże Włoch. To małe miasteczko jest znane jest z szeregu atrakcji licznie prezentowanych na pocztówkach. Najbardziej znana jest plaża wcinająca się w wysokie klifowe zbocza stanowiąca główny punkt miasta. Plaża jest dostępna dla turystów i licznie uczęszczana przez lokalnych mieszkańców. Rankiem i wieczorami można znaleźć momenty gdy plaża pustoszeje, szczególnie poza sezonem i znaleźć chwile by pobyć tam praktycznie samemu. Z lewej i prawej strony otaczają nas skalne ściany klifów, przed nami wcinające się w plaże może z turkusową wodą a z tyłu most nad wąwozem utworzonym z klifów stanowiący jeden z głównych punktów widokowych. Będąc na plaży warto przejść mała jaskinią pod klifem by dostać się na drugą część z dostępem do morza i poczuć się znacznie bardziej prywatnie i mistycznie. Polignano a Mare to miejscowość pełna wąskich włoskich uliczek przepełnionych doskonałymi restauracjami. Panuje tu wrzawa i trzeba postarać się by nawet w otoczeniu tych wszystkich rozmaitości znaleźć miejsce dla siebie. Byliśmy tu dwa razy: wieczorem i za dnia. Oba momenty były niezapomniane i gdybym miał wybrać tylko jedno miejsce na wschodnim wybrzeżu jakie mam odwiedzić to byłoby to właśnie to miasteczko. 

Następną destynacją naszej podróży po południowych Włoszech było wybrzeże zachodnie. W nocy mieliśmy zarezerwowany autobus z Bari do Neapolu. Część nocy przespaliśmy właśnie w nim by nad ranem skierować się do portu. Sam Neapol był nam znany bo już tam byliśmy. Drugie spostrzeżenia na temat tego miasta potwierdziły nasze wcześniejsze opinie. To miasto pięknie położona z widokiem na wulkan wezuwiusz ale zarazem niezwykle zaniedbane, brudne, czasem wręcz odrzucające. I mimo, że część aspektów da się zaakceptować i zakwalifikować jako lokalny urok to wszędobylskie śmieci, odchody, zniszczone elewacje już nie. Miasto daje poczucie bycia w niebezpieczeństwie szczególnie odchodząc od głównych ulic i w szczególności po zmroku. Chcąc być uczciwym nie mogę odmówić temu miastu pysznej kuchni, wspaniałej kawy i doskonałej pizzy w stylu neapolitańskim. Dopóki nie oddalisz się od głównych szlaków jesteś w stanie poczuć unikalny klimat, ale pamiętaj, że szlaki są tutaj wąskie i każda boczna uliczka może już zmienić wyobrażenie o tym mieście. 

Po pieszej wędrówce do portu odebraliśmy bilety na prom i skierowaliśmy się w stronę Capri – jednej z najsłynniejszych włoskich wysp słynących z pięknych krajobrazów i zacisznych kurortów przyciągających gwiazdy. Rejs promem trwał niecałą godzinę i był dla wielu współpasażerów okupiony chorobą morską. Prom płynie z dużą prędkością i wpada w dryf ślizgowy a wiatr tego dnia nasilał pofalowanie powierzchni morza co powodowało liczne turbulencje. Nasza wycieczka nie odbywała się w sezonie i pogoda na wyspie była kapryśna. Mimo wszystko widoki i klimat robił ogromne wrażenie. Mimo kolejki pomagającej pokonać górzyste stromizny Capri zdecydowaliśmy się na pieszą wspinaczkę podczas której można lepiej dostrzec charakterystykę życia lokalsów. Na szczycie znajduje się miasteczko stanowiące bazę wypadową unikalnych taksówek i autokarów. Przedziwne limuzyny czekają by przewieźć Cię po wyspie. Każda jest unikalna i w swoim kiczu stylowa. My jednak kontynuowaliśmy pieszą podróż zwiedzając zakamarki wyspy. Kulinarnie wyspa była dla nas miejscem spróbowania pysznej pizzy i pistacjowych cornetto. Na Capri mieliśmy zaplanowane jedynie kilka godzin i to zdecydowanie za mało by skorzystać z bogactwa jakie oferuje ta wyspa. Gdybyśmy mieli więcej czasu zdecydowalibyśmy się na podróż wysoko w góry, do sąsiedniej miejscowości Anacapri czy wyprawę statkiem wiosłowym do wybrzeżnych jaskiń. My jednak przed siedemnastą już byliśmy na pokładzie promu kierując się do Sorrento. Miasta, które miałobyć nasza bazą wypadową na najbliższe dni. 

Sorrento to początek szlaku wybrzeża Amalfi. To piękna, tętniąca życiem i prawdziwie włoskim klimatem miejscowość zbudowana z wąskich, tradycyjnych uliczek i budynkami z lokalnym rzemiosłem i kuchnią. W tym malowniczym miasteczku czuliśmy się wyjątkowo. Jako baza wypadowa i miejsce wieczornych kolacji spisało się idealnie. Polecam położony przy głównym deptaku kościół. To miejsce, do którego wchodziliśmy by poczuć przytulną atmosferę, z których zazwyczaj kościoły nie słyną. Ten był jednak takim, w którym chętnie byśmy spędzili całą noc bez poczucia strachu. Miasteczko jest rozbudowane urbanistycznie i zróżnicowane pod kątem możliwości spędzenia czasu. Znajduje się tu wiele zabytków, różnorodny przekrój restauracji, rozwinięte zaplecze handlowe i noclegowe a wszystko bez utraty poczucia kameralności i przytulności. Położenie nad morzem dodaje uroku i potęguje widoki podczas spacerów. To jedno z tych miejsc gdzie warto zgubić się w wąskich uliczkach na cały wieczór. 

Następnego dnia naszym planem było zjechanie całego wybrzeża Amalfi. Chcieliśmy skorzystać z transportu autobusowego i to stało się opcją, którą nie wybralibyśmy po raz drugi. Począwszy od znalezienia dworca autobusowego i zakupu biletu sprawa wydawała się beznadziejna. Sprzedaż biletów odbywa się na chybił trafił. Najpopularniejsza opcja to bilet całodzienny dający w teorii szansę na jazdę w stylu hop & drive – ale tylko w teorii. Plan był świetny – wsiadać i wysiadać z autobusów tam gdzie zwróci naszą uwagę coś pięknego. Siatka kursowania autobusów była dość gęsta jednak nie ma ona nic wspólnego z rzeczywistością. Autobusy odjeżdżają i mijają kolejne przystanki o losowych godzinach. Bilety są sprzedawane bez uwzględniania realnej pojemności autobusów. Bilet nie daje gwarancji przejazdu. Każdy przejazd okupiony jest oczekiwaniem w znacznej kolejce bez wiedzy kiedy podjedzie następny autobus. W praktyce dobrze jest jeśli w ciągu całego przejazdu uda się wysiąść w dwóch miejscach na szybkie zwiedzanie  i zdążyć wrócić do Sorrento jednym z ostatnich kursów. Trasa Sorrento – Amalfi ma około 32 km. Jej przejechanie natomiast może zająć kilka godzin. Wielkim plusem jest fakt, że trasa jest piękna i malownicza. Rozpościera się na najpiękniejsze widoki wybrzeża Amalfitana. Wszystko pod warunkiem, że znajdujesz się z odpowiedniej strony autobusu. Jeśli siedzisz od storny przeciwnej do morza to niestety ale czas będzie upływał z widokiem na zalesione strome skarpy muskające autobus w trakcie jazdy. Gdy jedziesz w kierunku Amalfi usiądź lub stań tak znajdować się po stronie z drzwiami autobusu. W drodze powrotnej zrób dokładnie odwrotnie. Pojęcie wąskich uliczek tutaj przybiera skrajną postać i mówię to z punktu widzenia osoby mającej już okazję zetknąć się z ulicami innych włoskich miast lub drogami portugalskiej Madery. Droga to technicznie jezdnia jednokierunkowa, na której został dopuszczony ruch dwukierunkowy nie zważając na gabaryty pojazdów. Mijanie się dwóch autobusów to częstość na tej trasie a manewr wydaje się być całkowicie nierealny. Alternatywą są indywidualne środki transportu – głównie małe samochody i motocykle. Te drugie wydają się być lepszym pomysłem. Konieczne jest przewidywanie trajektorii jazdy autobusów, z którymi się mijamy bo zjawisko zachodzenia pojazdu w tych okolicznościach jest absolutnie kluczowe. Autobus biorący zakręt jest w stanie zmieść motocyklistę. Część drogi jest wyłącznie jednokierunkowa. Nie ma technicznej możliwości by minąć się na niej dwoma pojazdami. Te miejsca nie są oznaczone lecz komunikują o nich inni kierowcy trąbiąc z wyprzedzeniem. 

Udanie się w opisaną trasę ma sens bo daje ona dostęp do najpiękniejszych miejsc zachodniego wybrzeża Włoch. Wjazd do Positano jest czymś niezwykłym a ta miejscowość jest zdecydowanie najbardziej spektakularnym ze wszystkich punktów na trasie.  kolei miejscowość jaką dała nazwę całemu wybrzeżu  – Amalfi to zdecydowanie bardziej stonowane miejsce przypominające raj dla osób w stylu old money. Cichy luksus, kameralna atmosfera i przepiękne miejsce ze spektakularnym widokiem. 

My w trakcie całodniowej wycieczki autobusem odwiedziliśmy te dwie najpopularniejsze miejscowości. Oprócz nich na trasie znajduje się kilkanaście innych, mniejszych i wartych uwagi punktów ale niestety czas i metoda transportu nam na to nie pozwoliły. Wieczór spędziliśmy spokojnie w urokliwym Sorrento korzystając z pysznej kuchni i unikalnej atmosfery tego miasteczka. Na drugi dzień wracaliśmy już do domu wprost z lotniska w Neapolu.

Okolice Bari i Półwyspu Amalfi to kolejne dowody na fakt, że Włochy zawsze znajdują się w czołówce krajów najchętniej polecanych turystom i licznie ich przyciągających. Nasza podróż dała nam zaznać różnorodności i momentami odnaleźć mistyczne dolce vita. Powtórzenie takiej wycieczki jest bardzo proste dzięki rozbudowanej siatce lotów, transportów publicznych i baz noclegowych. To świetny sposób na kompletowanie wspomnień i poszerzanie horyzontów lub po prostu zaznanie błogiego spokoju i piękna zycia. Życzymy wszystkim smacznej pizzy i esencjonalnego gęstego espresso.

ZOBACZ NASZE FILMY

Obejrzyj, zasubskrybuj, polub i zostaw komentarz!

Projektuję, wizualizuję, modeluję. Staram się przeobrażać przestrzeń tak by robiła efekt wow. Poszukuję kodu ponadczasowości. Piszę książkę na ten temat badając trendy i podążania za stylem a nie za modą. Propaguję stosowanie materiałów narutalnych a nie syntetycznych. Promuję powrót do właściwych prawideł sztuki projektowej.